I CO JA TU ROBIĘ

•Wrzesień 8, 2011 • Dodaj komentarz


Chyba spoważniałam, nie skaczę już na koncertach, nie drę się ani nie śpiewam, dygam grzecznie, kontempluję i komentuję (to akurat nie nowość). A w tym roku zrobiło wyjątkowo się koncertowo. I to od samego początku, a jak mówią- jaki początek taki cały rok. Marzec koncert Nouvelle Vague podczas Francophonic Festival. Wyszliśmy późno, spokojni, wyciszeni i tak już zostało. Dlaczego? No właśnie, hmmm… Zaczęło się całkiem niewinnie. Staliśmy w drugim rzędzie w dobrym nastroju podrygując radośnie. I nic w tym nie byłoby dziwnego, gdyby nie fakt, że reszta stała bez ruchu jak zaczarowana. Nie to, żebyśmy byli jedynymi fanami zespołu, bynajmniej, zgromadzeni wokół sceny młodzi ludzie, byli przyzwoicie nakręceni przez „piwo z kija”, rozbawieni i niecierpliwi przed występem, ale podczas koncertu, ku naszemu zaskoczeniu, nagle zamarli niczym w Filharmonii Narodowej. W. Mówi, ze to wina dźwiękowca i może tak być. A jak się stoi w drugim rzędzie to ma się podwójne wymagania odnośnie jakości dźwięku.

Byliśmy potem z W.  na koncercie „Raz Dwa Trzy” w teatrze Bajka- natychmiast zamarliśmy grzecznie jak słupy soli- a warto było. Siedząc w drugim rzędzie nie bolały uszy, ani nogi, ciarki prawidłowo wędrowały po plecach, jedynie bolały dłonie, ale tylko od oklasków- było bajecznie. Powtarzane w kółko przez Adama Nowaka „dziękuję za wypowiedź” bawiło nas jeszcze długo potem. I znowu było spokojnie, ale tym razem tak miało być.

Raz Dwa Trzy w Teatrze Bajka

Potem byliśmy na koncercie Muńka w Radzyminie. Wszyscy stali bardzo grzecznie prócz grupki młodzieży w pierwszych rzędach. Pierwszy raz usłyszałam T. Love w podstawówce, kiedy owa młodzież była dopiero w planach, no, może podczas „produkcji”, a co najwyżej we wczesnej fazie wylęgu. Dwadzieścia lat później te bobasy skakały i wymachiwały rękami, głośno akcentując „pieprzony”, a „Żoliborz” śpiewając na bezdechu. Na głowach tatusiów w moim wieku spokojnie siedziało zdziwione kolejne pokolenie… Mi zaś zebrało się na wspominki z Open’ era, kiedy by coś zobaczyć trzeba było skakać pod sceną z innymi i nie dać się zadeptać, żeby posłuchać szło się na koc dalej i dalej.

Fot. Muniek w Radzyminie

I co jeszcze można robić na koncertach? Można na przykład z powodzeniem tracić słuch. Ostatnio ciekawą okazją do tego był koncert ochrzczony przez M. Peszek „Nasz Stadion Narodowy już prawie gotowy”. Pomimo, że jej występ i Smolika był rewelacyjny, musieliśmy z W. się ewakuować do bocznych sektorów. Wisła, w stronę której skierowana była scena, słyszała koncert doskonale zamaskowana drzewami.

Można też obserwować jak coraz mniej się ekspresyjnie się bawimy, coraz rzadziej skaczemy albo tańczymy czy  śpiewamy, coraz częściej słuchamy, kontemplujemy albo komentujemy- tak jak ja. Taka muzyka? Taka publiczność? Taki gust?… W. zaraz by się nie zgodził, bo przecież podczas Święta Saskiej Kępy, wszyscy się rozbrykali, kiedy na scenę wyszedł Maleńczuk. Myślę, że tak samo, by zareagowali, gdyby wyszła Rodowicz i zaśpiewała Osieckiej „ Niech żyje bal” …

Można też poddawać się przemysłowi rozrywkowemu i jego pomysłom na konsumpcję – tj poznawaniu nowej muzyki, jej promocji, lansowaniu (się) wykonawców itd- niestety nie zawsze szczęśliwie. Żeby nie było, że jestem taka konserwa- na Wiankach w Warszawie wyjątkowo pozwoliłam się popromować Robertowi Gawlińskiemu z zespołem Wilki i ich nowej płycie. Efekt był zaskakująco- piorunujący- od razu rozbolały mnie zęby (na szczęście organizator przewidział multimedialny park fontann).

No, ale dopiero wrzesień, na pewno jeszcze z W. gdzieś pójdziemy i pokomentujemy …

WRZESIEŃ 2011

•Wrzesień 7, 2011 • Dodaj komentarz

Życie – stary sposób na zbieranie zdziwień
Kończy się dość jednak nieszczęśliwie- bowiem śmiercią.
I choć tyle miewa znaczeń…
Nie słyszałem, by skończyło się inaczej.

Żyj
Jakiś sens przy tym miej
Bowiem żyć, samo żyć – nie wystarczy za sens.

Miej nadzieję na szczęście
Powiedzmy od września…
Miej nadzieję…… i na tym poprzestań.

Andrzej Poniedzielski

***

Wrzesień już. Nie mogę się doczekać jesieni, słońca, dojrzałych winogron, zimnych nocy. Tak bardzo lubię słońce kiedy ciemnieje i kładzie się na moich ramionach, ciężkie i chłodne po nieprzespanej nocy. Lubię znajomy oddech na plecach i zapach, od którego zawsze kręci mi się w głowie, zasłania słońce, wciąga w siebie aż wszystko zaczyna się kręcić. Potem wyrasta mi drugie serce w gardle i stuka, nie mogę nic powiedzieć, świat dygoce jak galareta… stoisz pod słońce, patrzysz mi w oczy i uśmiechasz się, spokojnie skubiesz moje winogrona. Potem wstajesz i idziesz, a ja zdziwiona czekam  na koniec września, na koniec słońca, niech zgaśnie w końcu, w cholerę, niech wszystko przestanie się tak kręcić i wiercić w kółko… tak było.

I znów jest wrzesień, początek września, po nieprzespanej nocy jest chłodno, nie stoisz już w słońcu… nie skubiesz spokojnie, zrywasz garściami i miażdżysz w ustach moje winogrona. Podchodzę blisko, bardzo blisko, twój oddech jest jak sen, patrzysz mi w oczy i uśmiechasz się, jak kiedyś i wrzesień znów ma twój zapach. A potem znowu wstajesz i idziesz… a ja zdziwiona…. że tylko po ciepły sweter, bo zimno, bo zmarznę.

REKLAMA Z BIUSTEM

•Sierpień 18, 2011 • 3 komentarze

Ostatnio sporo podróżujemy z W. wokół Warszawy, którą otaczają różnego rodzaju sklepy budowlane, ogrodnicze, metalowe, składy składziki i warsztaty. Z tym szarym, nudnym krajobrazem kontrastują piękne, wielkie oczy lub roznegliżowana cała reszta z numerem telefonu na dachu. Reklama dachówek. Ostatnio widzieliśmy z W. taki sklep– wielkie zdjęcie przy wjeździe a na nim pani z wielkim biustem odzianym w skąpy biustonosz. Skąd pomysł, by Pani z Wielkim Biustem reklamowała dachówki? Domyślam się, że to nie właścicielka. Może gdzieś obok jest agencja towarzyska? Nie ma. To może to specjalna dachówka do opalania? Albo jak kupię w tym sklepie dachówkę urosną mi takie wielkie cycki i wielkie włosy koloru blond? (ale jak mam mieć taki głupi wyraz twarzy jak ta Pani, to rezygnuję). Albo może ta Pani jest gratis przy zakupie powyżej tony dachówek? A co jeśli dachówkę kupuje kobieta? Czy analogicznie dla kupujących pań jest dodawany w komplecie Pan z Wielkim…

W. mówi, że to taki wabik. Że to działa na zasadzie skojarzeń- skoro Pani z Wielkim Biustem jest atrakcyjna, to analogicznie atrakcyjne są też jej dachówki. Czemu więc nie stoi na dachu atrakcyjny bukiet kwiatów albo coś bardziej męskiego i atrakcyjnego np ferrari? Czy taki wabik jest równie skuteczny w promocji innych przedmiotów męskiego zachwytu albo pożądania, np wyobraźmy sobie rozłożoną Panią z Wielkim Biustem kuszącą negliżem w witrynie sklepu z wiertarkami. Albo jeszcze  inaczej, odwrotnie, sprzedajmy pani majtki reklamując je najlepszej jakości wiertarką…

***

I co ma piernik do wiatraka… 

TYTUS DE ZOO

•Sierpień 15, 2011 • Dodaj komentarz

Ze szczególnymi podziękowaniami dla Mirka.

Spotkałam bohatera z lat dzieciństwa- Tytusa de zoo, już duża, dorosła- tak samo przejęta jak kiedyś tam, dawno dawno temu- wtedy, gdy w nocy pod kołdrą czytałam kolejne odcinki jego przygód- niedawno dostaliśmy tę oto dedykację…

BUJAJ SIĘ

•Sierpień 12, 2011 • 3 komentarze

Ile można się bujać? Długo. Można się bujać dniami, miesiącami, a nawet latami, dzień i noc, w każdej sekundzie…

Bujnęłam się porządnie wiele lat temu, tak bardzo tak mocno jak to się buja tylko ten jeden raz w życiu – do dziś mnie kołysze…

Można też komuś powiedzieć, żeby się bujał i można mówić wiele razy (bo jak już komuś tak mówić, to zazwyczaj raz nie wystarcza). Można mówić dniami, miesiącami, a nawet latami, dzień i noc w każdej sekundzie… zanim się taki w końcu bujnie.

Powiedziałam niedawno komuś, żeby się porządnie bujał. Mówiłam i mówiłam, a on się bujał i bujał i do dziś się nie bujnął – widać me słowa są niczym pieszczota…

Czy ja się bujam? No pewnie! I to dosłownie! Wprawdzie pierwszy dzień bujania skończył się dla mnie tragicznie, gdyż okazało się, że naruszyłam przestrzeń powietrzną kolegów szpaków. Podczas kolejnego possało mnie trochę wściekłych komarów, ale się nie poddaję.

Bujam się i bujam. Trochę dosłownie, trochę nie. Kolejny miesiąc kolejny dzień, kolejny rok ciągle tak samo- ciągle z W. Ja się bujam, on się buja, my się bujamy, oni się bujają…

„A MI TO WOLNOŚĆ”

•Listopad 28, 2010 • 4 komentarze

Tegoroczny Festiwal Multimedialny Sztuka Dokumentu pod hasłem szeroko rozumianej „WOLNOŚCI” rozpoczął dokument o granicach prywatności ‘Erasing David’ / ‘Wymazać Davida’ w reżyserii Davida Bonda. Uroczyste otwarcie odbyło się 26 listopada w warszawskim kinie Kultura, na który ja i W. zostaliśmy zaproszeni przez Kalę. Wokół nas twórcy towarzyszącej Festiwalowi wystawy oraz gwiazdki polskiej telewizji, min Małgorzata Foremniak; dowcipne przywitanie i niezapomniany tłumacz, rozbrajający muzycy ludowi i ich niekonieczny bis, a potem w końcu i nareszcie film „Wymazać Davida”: „Wielka Brytania to jeden z trzech – obok Rosji i Chin – światowych liderów w stosowaniu praktyk inwigilacji obywateli. Przeciętny Brytyjczyk, chcąc funkcjonować w społecznym systemie, jest zmuszony udostępnić państwu prywatne dane. Imię, nazwisko, a nawet numer telefonu komórkowego czy karty kredytowej, nie są już niczyją tajemnicą, lecz istotnym elementem wielkiego banku danych. Czy w tak zorganizowanym państwie jest w ogóle możliwa anonimowość? Reżyser filmu, David Bond, sprawdził, w jakim stopniu rząd i prywatne firmy kontrolują życie mieszkańców Wielkiej Brytanii, i na ile mają one dostęp do ich prywatnych danych.” (www.stopklatka.pl)

Wszystkich, a zwłaszcza zainteresowanych skorzystaniem z karty miejskiej i płatniczej w jednym, serdecznie na ten film zapraszam 😉

***

Mój blog. Przyglądam się czasem statystykom i  nie mogę się nadziwić, kto tu (oczywiście nie mam na myśli grona znajomych, których zainteresowanie zawsze mnie cieszy) codziennie zagląda, choć tygodniami nie piszę nic. Kto zbiera te informacje i po co to komu, kto w ogóle wierzy w to wszystko…. Kiedyś nawet postanowiłam się tego dowiedzieć od jednej z najwytrwalszych czytelniczek (systematycznie zaglądała tu kilka razy dziennie przez około pół roku- to się chyba już nazywa fan 🙂 ). Bez trudu znalazłam ją w internecie (nota bene w przedstawionej w „Wymazać Davida” rzeczywistości można jeszcze łatwiej i szybciej taką osobę znaleźć- ba! nawet jej się nie szuka, gdyż jest ona podawana od razu jak na talerzu) i napisałam krótki liścik z serdecznym pozdrowieniem. Jednak szanowna koleżanka nie odpowiedziała, zmieniła IP, lecz zaglądać nie przestała… hmmm.  Znam też jedną Babę Jagę, która informacjami, jakie tu znajduje nieustannie się tuczy (O! naiwna!)…  W ogóle temat Baby Jagi jest arcyciekawy. Raczyliśmy się nim z W. podczas powrotu do domu, badaliśmy wpływ Baby Jagi na literaturę, jakie są granice bezpieczeństwa i prywatności w „prezentacji twórczej”, aż po filozoficzne rozważania dotyczące sensu i bezsensu bloggowania w kontekście zemsty Baby Jagi za fragmenty o szczęściu. Długo próbowaliśmy odpowiedzieć na zasadnicze pytanie dlaczego Baba Jaga chce być zła i robić dzieciom krzywdę. Oczywiście wiemy, że gdyby była dobra, to w ogóle nie byłoby bajki, jednak sens mojego pisania tutaj stanął pod wielkim znakiem zapytania, ale to temat na inną okazję.

P.S. Na wystawie towarzyszącej Festiwalowi „A mi to wolność” było świetne zdjęcie oddające powagę powyższych rozważań i mojego stosunku do niego. Koniecznie muszę je tu wrzucić.

JESIENNY LUDŹ

•Wrzesień 20, 2010 • 8 komentarzy

– A gdybyś mógł być znów małym chłopcem?

– Gdybym mógł być znów małym chłopcem, poszedłbym z Tobą na spacer za rękę, byłaby jesień i słońce byłoby żółte. Nazbierałbym Ci w kieszenie kasztanów i biegałbym po trawie szczęśliwy, a babie lato ciągnęłoby mi się po twarzy. Ty byś mnie ganiała, a z kieszeni sypałyby się ciepłe guzy kasztanów. I poszlibyśmy do lasu. Ja nic bym nie wiedział a Ty byś pokazywała- i muchomory i hubę i ogon dla mojego konika. Ja pchałbym wszystko do kieszeni- i pomarańczowe korale i dziką różę, i zrobiłbym sobie w kieszeni dżem, i wcale bym się tym nie przejął. A potem, kiedy chciałabyś wracać do domu, a ja nie miałbym już sił, usiadłbym na trawie, oparł głowę o Twoje kolana jak kiedyś i patrzył w niebo długo, i liczył chmury na niebie licząc, że mnie na rękach zaniesiesz. I nawyrywałbym kwiatków sąsiadom i wpiął w Twoje włosy, i Ty byś się do mnie uśmiechała. I wszystko byś mi tłumaczyła jeszcze raz od początku, bo Ty byś wszystko wiedziała, i ja bym słuchał taki  zdziwiony..

– Eee nie wszystko.

– Ale kobietom często się tak wydaje.

– Że wiedzą wszystko?

– Tak.

– (…)  A potem?

– A potem byś mówiła i mówiła i mówiła…

– Wszystko?

– O tak, najchętniej wszystko i na raz

– Bardzo śmieszne

– A żebyś wiedziała, że to zabawne.

– (…) A potem?

– A potem zbudowałbym dla Ciebie wieżę z klocków. Taką wysoką jak Ty i dwa kominy, i lawetę, i pociąg.

– Po co laweta na pociąg?

– Nie na pociąg tylko na samochody.

– Aha…

– A potem znalazłbym gwóźdź a Ty zrobiłabyś mi dziurki w kasztanach. Zrobiłbym rycerza, by Cię chronił, zanim znów dorosnę i dla niego konia na dużych nogach, żeby były silne, i ludzika by Cię pilnował, żebyś mi już nie uciekła.

– A gąsienicę?

– Dla zabawki.

– A potem?

– A potem Maciek zrobiłby kamerę i wszystko sfilmował.

– A potem?

– A potem szybko bym dorósł…

– Jak to? A Maciek?

– A Maciek to mi  wszystko jeszcze raz wytłumaczy od samego początku – on wszystko wie.

– A ty?

– A ja go będę słuchał bardzo zdziwiony…

 
%d blogerów lubi to: