SOBOTNI BIEGACZE- ŚCIGACZE

Najpierw biegli. Szybko, z całych sił, do przodu, szybko, szybko. On tu, Ona tam. Ścigali się z czasem. On mierzył wysoko, Ona z radości tańczyła. Kolejne nerwowe ranki, szybkie wieczory, zapomniane dni… Biegli, szybko, coraz szybciej, już prawie się przebiegli, gdy nagle z impetem wpadli na siebie. Zupełnie przypadkiem. No i zakochali się. Naprawdę niespecjalnie. Tak po prostu wyszło. Stali w miejscu nie mogąc się ruszyć, bez słowa wpatrywali się w siebie zdziwieni. Nic szczególnego, standardowo- przyspieszone oddechy, łapczywe spojrzenia, nerwowe ruchy nieposłusznych rąk. Pozwalali rozpętać się ciałom. Nie biegli już więcej- zostali w miejscu. A czas został posłusznie razem z nimi.

Wpadli w siebie jak w ciepłe futro zimą na bardzo długo…

Czas z początku uśmiechnięty podziwiał ich miarowe, senne oddechy. Mijały spokojne dni, długie wieczory, nigdy niezapomniane lata… czas znudzony, zapomniany niekiedy miewał fochy i histerie. Wtedy bawił ich i kusił. Wciągał w siebie na siłę, wyciągał stare zabawki, mamił wizjami, ale bez skutku – nie mogli się od siebie oderwać – posłusznie więc odnosił brudne gary do zlewu.

Pewnego dnia Ona nagle obudziła się. Albo to był On, nie pamiętam. Zupełnie przypadkiem. Zobaczyła czas stojący w drzwiach. Wiercił się niespokojnie, coś krzyczał, coś pokazywał. Wstała. Wyciągnęła Go z łóżka i kazała Mu biec. Nie wiadomo po co, tak po prostu wyszło. Ociągał się długo, ale w końcu uległ. I tak trzymając się mocno za ręce, biegli razem. Nic szczególnego, standardowo- z początku niezdarnie, potykali się o siebie, nierówno, często odpoczywali. Stopniowo nauczyli się wspólnego rytmu. Przestali szarpać się każde w swoją stronę. Równiutko, ramię w ramię, razem odpoczywali, a inni podziwiali ich za tę równość. Ale On już nie mierzył wysoko, a Ona już nie tańczyła… I tak biegli w miejscu nie mogąc się zatrzymać.

Bez słowa wpatrywali się w czas zdziwieni…

Minęło kilkadziesiąt lat. Spotkałam ich w tę sobotę. Wbiły się zmarszczki w twarze, a siwe włosy pokryły skórę. Byli starzy. Grała muzyka. Uśmiechali się szeroko wśród par o zmęczonych nogach i zrośniętych dłoniach. Nie trzymali się za ręce. On stał, wyciągał do niej niczym koło ratunkowe swoje duże, zmęczone ramiona  i patrzył… Ona z radości tańczyła. Czas leżał w trawie kompletnie pijany.

Reklamy

~ - autor: Ania w dniu Lipiec 29, 2010.

Komentarze 2 to “SOBOTNI BIEGACZE- ŚCIGACZE”

  1. Szczęśliwi Ci którzy na siebie w tym biegu wpadli 🙂 Mniejsza o okoliczności…

  2. No ba! Ale jeszcze szczęśliwsi są ci, którzy potem sobie rąk nie powyrywali ani nóg nie połamali 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: