URODZINY A.

Już po urodzinach W. ja czekam na swoje…

Wiele lat temu, 30 kwietnia, w taki dzień jak ten moja mama była już bardzo duża. A w zasadzie to ja w niej. Rozrosłam się na kilkadziesiąt centymetrów w każdą stronę, rosłam w jej brzuchu jak huba na drzewie a on stawał się z każdym dniem coraz większy i większy. Aż pewnego dnia nie zobaczyła swoich ud, potem kolan ani stóp- systematycznie kawałek po kawałku zabierałam jej siebie- zasłaniałam świat tym, co właśnie wypięłam. Chodziła więc, z głową do góry, a ja do dołu. Pływałam w niej ulicami Warszawy na pączki na Nowym Świecie a potem na Krakowskie Przedmieście na wykłady- studiowałyśmy i czytałyśmy setki książek. Zawsze razem. Tatę znałam tylko ze słyszenia. W końcu  nie wytrzymałam i kazałam się natychmiast zawieźć na Karową.

„Ma Pani śliczną córkę”… Moje narodziny, jej urodziny- Jej święto. Święto Pragnienia, Święto Czekania, Święto Rodzenia, Święto Życia… Ja nic nie pamiętam. Kiedyś ze zdziwieniem obchodziłam te swoje narodziny- przecież to Święto mojej mamy. A to nie jej tylko mi zapalali świeczki, (choć przecież żyłam) a potem kazali je zdmuchiwać . Nota bene zdmuchiwanie świeczek okazało się całkiem przyjemne, nawet jeśli nie były to dla mnie świeczki (pamiętam rodziców trzymających mnie mocno za rękę, kiedy poszliśmy  do babci na cmentarz i kilka lat później na odwrót- zapalałam wszystkim zgaszone wiatrem lampki…). Dostawałam zabawki, zbierały się wszystkie ciocie niczym wróżki i wróżyły, życzyły samych dobrych, zdrowych i najlepszych, co roku to samo- utrwalały- żeby się spełniło. Wszyscy śpiewali sto lat, ściskali mnie i całowali, mama się śmiała i płakała. Nic z tego nie rozumiałam, ale było fajnie. Potem 26 maja był Dzień Matki i wszystko było na odwrót- dziwne…

Potem zrozumiałam. Kiedy urodzinowe życzenia ciotek zaczęły się spełniać, mama w końcu przestała mi wmawiać, że dzieci to bocian przynosi, a tata nie nadążał z odpowiedziami na trudne pytania- w końcu powiedzieli mi prawdę. Że bardzo chcieli żebym była, że na mnie czekali. Mama chodziła dumna ze swoim wielkim brzuchem (tak do końca to im nie wierzę. Pewnie było tak jak z pokojem z siostrą- najpierw jest hura a potem, że za ciasno), opowiadali jak po raz pierwszy kopnęłam tatę w ucho i jak się z tego ucieszył (sic!) i jak potem mama już bardzo chciała się mnie pozbyć z siebie (a nie mówiłam!). I jak bardzo byli szczęśliwi, że się w końcu spotkaliśmy, że z nimi jestem…

Moje Urodziny- Święto Spotkania, moja Radość Życia, moja Radość z Bycia …

Już jutro świat znów stanie się aniocentryczny… 🙂

***

Postanowiliśmy z W. pojechać do naszych mam i zapalić im nasze urodzinowe świeczki…

Reklamy

~ - autor: Ania w dniu Kwiecień 30, 2010.

Jedna odpowiedź to “URODZINY A.”

  1. Aniu, wszystkiego naj… z okazji Twojego święta.
    Niech ten dzień i wszystkie kolejne będą W.-Aniocentryczne aż do końca świata, a potem jeden dzień dłużej.
    Mamo Ani (Tato też 🙂 ), dziękuję Wam za Anię.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: