HELENKA KOZIOŁKOWA- ŻONA DOSKONAŁA

Żona Alfreda wabiła się pięknie, nota bene Helena miała na imię. Co wieczór wabiła pięknie swego męża do środka wnęki od strony ściany, gdzie zawzięcie tłumaczyła mu swój babski punkt widzenia. Trzeba przyznać, że Helena była bardzo obowiązkową żoną. W końcu jak się jest żoną, to do czegoś zobowiązuje, prawda? A obowiązków miała wiele. Startowała od samego rana. Rozciągała rozkosznie swoje śpiące ciało, wijąc się pomiędzy rozpostartymi członkami Alfreda- stopami w stronę podłogi. Gdy już nabrała ludzkich kształtów, siadała na łóżku i przytomniała dłuższą chwilę. Potem wsuwała nogi w kapcie i szurała powoli do łazienki, w której przez czterdzieści minut próbowała nie doprowadzić swojego wyglądu do rozpaczy, a Alfreda do szału. Następnie robiła mężowi kanapki do pracy, od lat zawsze z tym samym (z tym, co lubił najbardziej). Wieczorami tuż po obiedzie, kiedy jej mąż przed telewizorem oddawał się ciężkiej pracy przewracania, rozdrabniania, rozpuszczania i popychania- jednym słowem trawienia, młoda żona odtwarzała przyzwoite warunki w ich mieszkaniu, które za sprawą Alfreda ulegało ustawicznemu samozabrudzeniu.

Żona Helena naprawdę była bardzo przejęta swoim żonowniem. Śledziła z uwagą wszelkie nowości kulinarne, brała do siebie internetowe rady i porady obcych ludzi, którzy znali uniwersalny przepis na szczęście, podglądała jak to robią inni- w kolorowych magazynach i nie tylko. Wśród sąsiadów uznawana była osobę wyjątkowo poinformowaną. Ba! Mogłaby śmiało napisać gruby podręcznik na temat prawidłowego żonowania. Tę cenną wiedzę przekazała jej matka, która z kolei otrzymała ją od swojej matki. Nazywały ją Tradycją. Owa Tradycja stanowiła bardzo ważny element w życiu Państwa Koziołków. Jej niepisane prawo tworzyło bezpieczne ramy ich życia złożonego z bardzo skomplikowanych, zaplątanych w wątki przyczynowo skutkowe czynności fizjologicznych oraz około- fizjologicznych, osadzonych w realiach wielkiego miasta. Helena bardzo się starała, aby wszystkie rytuały Tradycji przekazane przez mamusię celebrowane były z należytą estymą, taką świecką pobożnością. Co by o niej nie powiedzieć, była żoną wybitną, bardzo przywiązaną do swojego męża (prawie tak bardzo jak do swojego żonowania).

I w ten oto sposób żonowanie Alfredowi zajmowało jej cały dzień. Reszta czasu jaka pozostawała wystarczała już tylko na skromny odpoczynek albo na sen. Helena była sprytna. Postanowiła połączyć przyjemne z pożytecznym, a mianowicie. Siadała wygodnie w fotelu, odprężała się i otwierała się na nowe i nieznane. Z wypiekami na twarzy podglądała obce doznania i zwierzenia, intrygujące i wciągające, które rozlewały się w niej, inspirując i odświeżając jej codzienność punktualnie o szesnastej trzydzieści. O tej właśnie porze włączała swój teleinspirator i z błyskiem w oczach oglądała kolejny odcinek niekończącego się serialu, którego wątki i fabuły rozwijały się i zwijały, aż po kilku latach stały się jakby jej własne, niczym jeden z jej młodych i świeżych, nienaruszonych zwojów mózgowych. Bohaterów z czasem zaadoptowała, przyjęła pod swój dach niczym zwierzątka domowe, których problemy zajmowały ją nie mniej niż jej własne.

Skupiona na zapewnianiu i utrzymywaniu warunków do przeżycia, młoda żona czuła jak z roku na rok ogarnia ją coraz większa samorealizacja i duma. Helena była zdolna i bardzo ambitna. Po dwóch latach opanowała większość umiejętności w stopniu zaawansowanym aż w końcu przyszedł dzień, w którym poczuła, że to wszystko, co osiągnęła już jej nie wystarcza. Nawet Alfred już jej nie wystarcza. Ostry niedosyt dręczył ją bez ustanku. Po kilku tygodniach męczarni w końcu powiedziała swojemu mężowi, że przyszedł  czas i wybiła godzina, aby pojawił się ktoś nowy. Ktoś kto, zgodnie z Tradycją, przejmie tak ważne obowiązki i nauki wielkiej sztuki i Tradycji przetrwania. Alfred zgodził się z żoną i od tamtej pory pił coraz więcej i częściej. Coraz dłużej zostawał w łazience, a kiedy młoda żona wiedziała to, o czym każda kobieta wiedzieć powinna, wywołała: ”Freeeeedziuuuu! Choooodź doooooo mnie!!!”. I Alfred bardzo niecierpliwy biegł z łazienki wprost do środka wnęki od strony ściany, gotowej na przyjęcie małego członka rodziny. Po wielu tygodniach picia jednak, nowy członek rodziny nie pojawiał się. Wówczas Alfred postanowił poradzić się swojego szefa Boba, który uchodził w branży za wyjątkowych umiejętności rozpłodowego samca.

***

Wszystko jest fikcją, jednak jakakolwiek zbieżność postaci lub zdarzeń z rzeczywistością nie jest przypadkowa  🙂

C.D.N.

Reklamy

~ - autor: Ania w dniu Grudzień 12, 2009.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: