ZOBACZYĆ LICHO NA WŁASNE OCZY

Jakiś czas temu zepsuły mi się oczy. Coraz częściej wieczorami świat przypominał rzewnie zamglone zjawy, jak filmowe retrospekcje z taniego, sentymentalnego filmu. Wszystkie szczegóły i krawędzie przenikały do zewnątrz. Miałam wrażenie jakby mi ktoś przed nosem postawił tłustą szybę. Nie raz stałam w super, hiper, albo zwykłym markecie i mrużąc idiotycznie oczy (jakby to cokolwiek pomagało) pytałam co dają w tej alejce, i co tam jest napisane tymi czarnymi, wielkimi literami… Autobusy zaczęły jeździć z tymi samymi numerami,  ludzie wyglądać tak samo. Kiedy skóra pod oczami zaczęła się krzywić i marszczyć, pod wieczór wyglądając jak porysowane szkło, postanowiłam sprawić sobie okulary (eh my kobiety…).

***

Ilość informacji była porażająca. Jadąc przez centrum miasta, czułam się jakbym była tu po raz pierwszy. Z dziecięcą radością, co najmniej jak wówczas, gdy uczyłam się składać litery w wyrazy, przeczytałam wszystkie reklamy. Wiedziałam, że wiszą tam już od miesiąca. Poznawałam znajome robaczki na rozkładach jazdy pociągów i numery autobusów. Raz weszłam do Złotych Tarasów. Zamiast drżącej kolorowej plamy, kołysała się na przeciwko mnie wyraźnie piękna kobieta z kolorowymi kolczykami w uszach i apaszką na szyi w motyle. Pan, również piękny, trzymał ją za rękę i mruczał coś zerkając na nią nieśmiało. Na ruchomych schodach inny Pan, w nienagannie uprasowanej koszuli zapinanej na zielone spinki, trzymał w ręku „Politykę”. Pani przede mną rozpiął się guzik w sukience. Dalej przed drzwiami obrotowymi dziewczyna przewracała oczami stojąc bokiem do młodzieńca, niezadowolona widać…. W końcu w kinie siadłam razem z innymi w środkowym rzędzie… Aaaaaaa potem zakręciło mi się porządnie w głowie…Pod wieczór rozbolała na dobre.

***

A jednak… nadal miałam wrażenie, że dzieli mnie od świata kolejna szyba. Tym razem okrągła, w kształcie wielkiego, szklanego oka z metalowymi rzęsami i trzymadłem za uszy. Grzecznie, podczas każdej rozmowy, zdejmowałam te sztuczne oczy by nie obrazić rozmówcy (tak mi się ubzdurało). Aby zerknąć na przystojnego mężczyznę, musiałam się cała obrócić i, dosłownie- bezczelnie, zawiesić na nim wzrok….  Świat widziany szklanym okiem-olbrzymem owszem był bardzo pięknie drobiazgowy, ale fragmentaryczny, jak wielki odprysk rzeczywistości obserwowany pod lupą…(to chyba tak samo jakby mieć oczy bardzo głęboko wepchnięte w twarz). Moja zdolność widzenia subtelnych drobiazgów, czytania między tak zwanymi wierszami, wyczuwania „podszewki” rzeczywistości zmalała drastycznie. Nie widziałam – nie wiedziałam. Pozostałe zmysły się nie wyostrzały, nie pomagały. Późnym wieczorem, gdy moje ciało leżało zmęczone, gotowe do popadnięcia w stan błogiej nieprzytomności, mój mózg, najpierw użerał się się z moją niemocą popadnięcia, a potem gdy w końcu popadłam, gryzł, memłał, dławił się tą ciężkostrawną papką mleczno- kolorowych okruchów dnia. Nie raz przewracając się z boku na bok, popadając i popadając, ale w sen popaść nie mogąc, wsłuchiwałam się w desperacką gonitwę szarych komórek…

***

Napawdę bardzo starałam się nie uzależnić od tego sztucznego oka, by jeśli okulary licho porwie, nie zwariować. Nie muszę mówić jak się szuka okularów bez okularów…

Minęło trochę czasu, przyszło licho, porwało i uciekło…. I znów jest wesoło 🙂

Reklamy

~ - autor: Ania w dniu Lipiec 15, 2008.

Jedna odpowiedź to “ZOBACZYĆ LICHO NA WŁASNE OCZY”

  1. Super, bardzo ciekawie napisane! Brawo! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: