16 GODZIN NA POLSKICH DROGACH- KUSFELD-CZEŚĆ 1

Od tygodnia nie myślałam o niczym innym. Kuźnica!! Kuźnica!! Kuźnica!! Poniedziałek… wtorek… środa!! Jedziemy!!!

Wieczorem pakowanie. Oczywiście na szybko, oczywiście na ostatnią chwilę- oczywiście wzięłam za dużo. Wrzuciliśmy wszystko Lali do brzucha. Na przekąskę piłkę, buty, lornetkę i inne rzeczy Body’ego, na główne danie mój mały niezbędnik, a potem rękami upchaliśmy na deser trochę jedzenia. Lala zaczęła dawać oznaki lekkiej niestrawności, toteż kolejny niezbędnik zabraliśmy do środka, a Gila i Stratos zostali przywiązani do dachu.

Wyjeżdżamy późnym wieczorem.

Podróż zawsze kojarzy mi się z wielkim zdziwieniem. Nie rozumiem, czemu wszystkim się tak spieszy…na tamten świat (na tak odnowionej tzw polskiej drodze to chyba już wstyd!). Na trasie obok Łomianek zwalniamy. Korek. Każdy ogląda samochód w rowie. Hanka z Aśką, które wyjechały wcześniej, przynoszą dobre nowiny, że będzie coraz gorzej, że wyprzedzają się na czterech, że przed Płońskiem pada deszcz, że wielki korek, że TIR w rowie połamał drzewa… I tak było.

Na poziomie Ostródy wielki korek i postój. Po pięciu minutach biorę Body’ego za rękę i biegniemy zobaczyć, co się stało. Oczywiście kolejni w rowie. I już wiemy, że nie przejedziemy. Wracamy. Ci bliżej wypadku, którym się nie chciało wysiąść z samochodu pytają „I co?” (…) Jest grubo po północy. Nie wiemy dokładnie gdzie jesteśmy, za ile godzin albo minut blokada się zwolni, gdzie jest objazd… Informacji brak, Policji brak (bo i po co, każdy ma przecież GPS)…My nie mamy GPSa, ale mamy Hankę z Aśką- dobre anielice stróże. Nadają, że jak widzimy przed nosem to i owo, to znaczy, że jesteśmy tu i tam, to jak skręcimy tędy i owędy, to znów będziemy w drodze. Udało się. A ja się dziwię nadal.

Potem Body wygląda i jedzie coraz bardziej jak śpiący Zombi z otwartymi oczami. Nie dziwię się. Gadam jak najęta, patrzę na znaki, światła, zegarek, mapę. Potem postój na stacji i w drogę… itp itd. (jedną z ciekawostek, jakie zauważyłam, był znak: zakaz ruchu dla pieszych, a obok za nim przystanek autobusowy podobna sytuacja jest na poziomie Łomianek)

Wracaliśmy przez cały dzień. W drodze powrotnej trochę się spodziewałam, ale nadal się dziwiłam. W Gdańsku (na zdjęciu) przez cztery kilometry poruszaliśmy się z prędkością skokową 5 km/5 min na 5 metrów. To oznacza, bo niektórzy już zaczęli się mylić, że raz na 5 minut udało nam się włączyć silnik i przejechać 5 metrów z prędkością 5km/h. Bo…? Kolejny Pan wpadł do rowu (a mówią, że to baby nie umieją jeździć). Anielice pojechały przez Łódź i Toruń.

Potem już pogoda była naprawdę majowa, słoneczna i piękna, w sam raz na podróż (najlepiej w przeciwną stronę). Za Ostródą wpatrywałam się w las, gdzie w środę TIR wjechał i rozbił siebie i las. Trasa ciągnęła się kilometrami. Wzdłuż jezdni rozłożone na słońcu leżały ścięte pniaki drzew. Kiedyś były sosnami, dębami, jesionami z koronami. A potem je ktoś kiedyś samochodem zabił. Przez te kilka kilometrów pobocze wyglądało jak leśny cmentarz. Wpatrywałam się, ale miejsca po TIRze nie znalazłam. Las szybko zasłonił zielenią swoje kalectwo. Nikt nie rzucał w niego śmieciami (się zdziwiłam, bo u nas w stolicy jest inaczej). Na końcu lasu jakiś człowiek postawił przy drodze krzyż i zapalił lampkę. Hmmm…

Reklamy

~ - autor: Ania w dniu Maj 26, 2008.

Komentarze 2 to “16 GODZIN NA POLSKICH DROGACH- KUSFELD-CZEŚĆ 1”

  1. A ja wracałam niecałe 4 godzinki tą samą trasą tylko wcześniej 😉

  2. Nie pytam z jaką prędkością 😉 a poza tym miałaś bliżej z Krynicy 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: