KUPIĘ SOBIE KOZĘ

A u mnie wcale nie po staremu.

Dużo się zmieniło przez te trzysta sześćdziesiąt pięć dni, na szczęście, na lepsze i najważniejsze, że nie samo. Tak w małym skrócie ….

Nowy Rok 2007 spędziłam z Pszczółką Mają i Jej Guciem. Po godzinie zjawili się Diabeł i Anioł oraz hiszpańsko koreańska para z Polski. Przy akompaniamencie gitary, szampana, opowieści dziwnej treści i Kota Marysi Peszek, przy kominku do samego rana witałam Nowy Rok. Czar Sylwestrowej Nocy trzymał mnie mocno i grzał przez następne dobrych kilka tygodni. Na szczęście.

Żadnych noworocznych postanowień nie było. Zupełny brak pomysłu na osiem godzin dziennie przepełzł ze starego roku.

Luty był smutny. Nieśmiałe noworoczno-wiosenne porządki w głowie i pożegnań c.d.

Potem bardzo długa i upierdliwa choroba zakończona nie mniej upierdliwym atakiem grafomanii. Upierdliwy brak pomysłu na osiem godzin dziennie i brak perspektyw na zmianę.

Marzec

W końcu. Pierwsze kroki na boki, ale też i do przodu. Magazynowy debiut mojej grafomanii. Wielka euforia. A potem… wielka cisza (ba! te dwa wyrazy mają jeszcze swoje drugie dno, ale o tym opowiem kiedy indziej, albo może Body spróbuje jak przestanie się ściskać z leniem… J).

Spotkanie z Olem. Wielkie Dzia/eło wpakowane w moje zszarzałe, rozleniwione komóreczki. Wielka burza dwóch mózgów i nie tylko.

Nie bolało, przynajmniej na początku. Pierwsze pozdrowienia od świerszcza, zwanego potem Bodym – wrócił uśmiech. Zupełny brak pomysłu na osiem godzin dziennie zaczynał być coraz bardziej męczący.

Kwiecień.

Morze i może. Działo się nie mało. Reaktywacja Mimi. Pierwszy projekt strony internetowej.

Warsztaty filmowo- fotograficzne Ola połączone z wykładami na temat wpływu Wielkiego Działa na moją sferę emocjonalną. Wszystkie projekty zakończone fiaskiem. Koniec kwietnia. Przybiegł Body i zabrał mnie do zamkowego Sandomierza, a potem nad morze. Początek ery Świętego Spokoju.

Zupełny brak pomysłu na osiem godzin dziennie c.d…..

Maj.

Zimny. Świętowałam kolejne dziesięciolecie istnienia. Mój zupełny brak pomysłu na osiem godzin dziennie też świętował swoją rocznicę… Żeby się pocieszyć, nasz pomysł na weekendy zmienił moją Wygodę w wygodę. Wrócił uśmiech. Pierwsze zabawy z aparatem. Pierwsze wrzutki blogowe. Święty Spokój rozciągnął się na całe lato i jesień, uśmiech ugrzązł w piachu, zatęskniłam za morzem.

Potem…

Zaczęłam pożerać wielką literaturę, chodzić do kina i na film, pić wino na premierach i po, popijać kolorowe koktajle przez długie słomki, tańczyć w tzw. klubach, nocą przesiadywać na plaży, na werandzie, na grillach, kajakach, czołgach, kawkach i herbatkach…kocham lato!!!

A potem… nagle się skończyło…

Nie mam czasu!!!!

Nie mam czasu, siły ani możliwości się zaczytać, a moje ostatnie seanse filmowe trącą przypadkowością i konformizmem. Na zaproszenie, na voucher, na kanapie, na chybił trafił.

Na przykład na zaproszenie…Pamiętam, byliśmy najpierw na kawę na chwilę, a potem lampka wina na dobry humor (Ukryta strategia hehe). Na koniec kolejna lampka wina na pocieszenie. Kiedy Body spytał jak film, przypomniało mi się jak byliśmy mali i były takie syfony do wody sodowej na naboje. Wlewało się do szklanki soku, robiło syfonem pssssssiiiiik i powstawał bąbelkowy sok owocowy. Tak było z tym filmem. Bardzo zaangażowany silny koncentrat wielkich prawd i bystrych analiz współczesnych postaw Amerykanów wobec wojny, na dodatek wtryśnięty pod wysokim ciśnieniem prosto do gardła.

Był też film numer 23 z Jimem Carrey’em, człowiekiem małpą w roli po raz pierwszy przeze mnie widzianej bardzo poważnej, że aż do przesady. Tyle zapamiętałam z tego filmu, ba! nawet tytuł! Bździu! Chyba dużo za dużo.

A na kanapie?…hmmm naprawdę niezłe Good night good luck, kiedy ćwiczyłam czytanie po polsku ze słuchaniem po angielsku. Finalnie zrozumiałam po swojemu.

„Dziękujemy za palenie” tez było na kanapie, ale na raty, tez niezłe, tez sobie poćwiczyłam.

Chce do kina!!!…

Nie mam czasu…

Rozmawiałam o tym z K. Chyba jednak kupię od Żyda tę kozę.

(Nie wiem tylko co na to Body…)

Na zakończenie dwa ważne ciągi dalsze z lat wcześniejszych.

Spotkałam się z Anią sprzed roku, dwóch i trzech lat. Pamiętam z tych spotkań bardzo dużo, zwłaszcza jak wcześniejsze miesiące nagle skuliły się do rozmiaru wysuszonego rodzynka. Mozolnie i wcale z różnym skutkiem wciąż wracają do swojej dawnej postaci.

No i w końcu! Mam pomysł na swoje osiem godzin dziennie i jestem szczęśliwa. Podoba mi się też innych pomysł na moje osiem godzin dziennie, ale najbardziej na te osiem… potem…

Aha. Nowy Rok 2008 spędziłam wiadomo gdzie- nad morzem!

Pięknie, cicho, niespokojnie, leniwie. Totalny reset, więc…

Teraz wszystko będzie inaczej 😉

Aha! W sobotę kupuję sobie kozę, więc reszta zdjęć oraz ciag dalszy już wkrótce 😉

Luty

Luty

Marzec

Marzec 1

Marzec 2

Kwiecień

Kwiecień 1

Kwiecień 2

Kwiecień 3

morski śmietnik…właśnie tam znalazłam piękne bursztyny- po raz pierwszy wieksze od okruchów chleba

Kościół w Sandomierzu. Pamiętam spacery wieczorem po tej ślicznej zielonej trawie i rozmowy na murku o tam!… wysoko 🙂

Ten ponad dwumetrowy obraz wisiał nad bardzo stromymi schodami w dół, na pierwszym piętrze, w pensjonacie, w którym się zatrzymaliśmy. Ujmujący, jak całe wnętrze pełne niekonwencjonalnych, czasem antycznych bibelotów i przydasie. A wracając do obrazu, zastanawiam się ile osób wyrżnęło w dół … ja przyznaję o mały włos raz nie spadłam ze schodów 🙂

Krzyżtopór

Maj

Czerwiec

Byłam tez na paru maratonach. Podawałam banany i batony, pocieszałam i biłam brawo…poniżej: w Chęcinach

Lipiec

Roboty remontowo budowlane ciągnęły się całe lato na przemian z ogniskami i wyjazdami. Wyglądaliśmy o tak! i mieliśmy tego wszystkiego tez o tak! ja robię zdjęcie, ale wygladam nie lepiej.

Sierpień

na_grillu.jpg

ja_pierdole.jpg

Reklamy

~ - autor: Ania w dniu Styczeń 16, 2008.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: