MAŁY i DUŻY część 1

Miałam kiedyś psa. Najmądrzejszą najukochańszą psinę na świecie. Przyszła zima i moja kochana psa zachorowała ciężko i umarła. Postanowiłam, że nigdy więcej nie będę miała ani psa, ani innego zwierzęcia hodować nie będę. Tym, które się same wyhodują przeszkadzać nie mam zamiaru, o ile hodować się będą we własnym, a nie w moim domu. Żadnych myszy, pająków, robaków, much ani os. I tak, wszystkie zostały wypuszczane na wolność „z tarczą”, a jak nie chciały to „na tarczy”. Taki lajf…

Pewnego dnia podczas spóźnionych porządków wiosennych Body znalazł za domem dwa ślepe kotki. Byłam zła. Wiedziałam, że mi się zrobi ich żal! Wiedziałam!!…Ale nocą przyszła ich mama i kotki zabrała. Odetchnęłam z ulgą, lecz nie na długo. Po jakimś czasie wszystkie koty wróciły, na dodatek z jakimś bratem albo tatą. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!

Po miesiącu z czterech kotów zostały dwa- jeden Duży, drugi Mały.

Latem, kiedy świeciło słońce Mały i Duży, albo wylegiwały się u sąsiadów na ławce, albo ganiały za motylami po mojej nieskoszonej trawie. Kiedy padał deszcz siedziały pod Bodiego samochodem. Znowu byłam zła. Znowu wiedziałam, że będzie mi ich żal. Po tygodniu kotki miały już swój koszyk i kocyk, i małą zieloną miseczkę. Body karmił je tak dobrze, aż im brzuszki urosły. Fama poszła i od czasu do czasu jakiś obcy kot próbował podejść bliżej. Aż tak dobrego serca to ja nie mam- musiały iść precz. Z czasem, kiedy wracałam do domu, kilka metrów przed furtką odwracałam się i zawsze za sobą widziałam patrzące na mnie zielone oczy świecące niczym latarki z błagalnym wyrazem na pysku „proszę, daj mi jeść…”

Jest jesień. Idzie zima. Jestem wściekła….

Późnym wieczorem, gdy temperatura jest poniżej zera, czasem nie domykamy drzwi i dygocące z zimna koty wchodzą do domu się ogrzać. Jakiś czas temu wpadliśmy na pomysł, żeby kupić kuwetę, zamknąć je w przedpokoju i poczekać do wiosny… Wstawiliśmy pudełko z piaskiem na próbę (co zresztą w sposób okrutny zostało na nas wymuszone). Mały kot okazał się bardzo pojętny.  Zaczął traktować mój dom jak toaletę. Wchodził, robił co musiał w moje pudełka po butach z piaskiem i natychmiast wychodził na dwór…hmmm …Tydzień temu kupiliśmy kuwetę ze żwirkiem. Na początku mały kot bawił się w niej jak dzieci w piaskownicy. Stałam i patrzyłam z niedowierzaniem. Z psami jednak jest trochę inaczej….

C.D.N.

Reklamy

~ - autor: Ania w dniu Listopad 20, 2007.

Komentarze 2 to “MAŁY i DUŻY część 1”

  1. koniecnzie napisz dalszą część historii z kotami – o wspólnej nocy 😛 i o Twoim nowym hobby – sprzątanie 😛

  2. mówisz i masz 🙂 czy to autor miał na mysli? 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: