O.T.

Jedną z zalet dojazdów komunikacją miejską do pracy, jest możliwość przeczytania tego, na co zazwyczaj nie mam czasu. Nie chodzi bynajmniej o prasę. Prasa musi mieć specjalną oprawę jak piękna powieść okładkę- kubek gorącej kawy (bynajmniej nie na podwyższenie ciśnienia, gdyż obecne wydarzenia dostarczają aż nadto adrenaliny)- miękki fotel, święty spokój oraz koniecznie kogoś do słuchania moich „komentarzy”…. Siedząc w zatłoczonym tramwaju musi to byś coś małego, podręcznego, co łatwo schować do torebki, pozwoli mi spojrzeć w innym wymiarze na otaczającą rzeczywistość. I wcale nie chodzi mi o szerokie spektrum polityczno-społeczne, lecz o subiektywny,  ciepły i przytulny jak poranna poduszka punkt zatopienia.

Jedną z ostatnich podróży jakie odbyłam podczas wędrówek w tę i z powrotem, odbyłam z Olgą Tokarczuk. Zajrzałam do „Szafy” i oczarowana zmysłowością i subtelnością „E.E.” przetrawiłam „Grę na wielu bębenkach”. W ten oto sposób skutecznie ukoiłam nerwy podczas niewygód wakacyjnych remontów na ulicach Warszawy, nie zauważyłam wędrówki ludów z urlopów do stolicy, pochłanęłam niesamowitą dawkę pozytywnych emocji z krainy czarów. Naprawdę jest co chwalić.

Pierwszy raz natknęłam się na wypowiedź Olgi Tokarczuk na studiach. Tekst krótki, prawdopodobnie z „Lalki i perły”, na zawsze utkwił mi w pamięci jako jeden z tych, do których koniecznie musiałam wrócić. Wróciłam. Po latach. Usiadłam na podłodze w Empiku wyjęłam „Szafę” z półki i tak jak główna bohaterka dałam się w niej zamknąć… Po kilku godzinach kupiłam i „Szafę”, i powieść- rzecz o młodej panience o tajemniczych inicjałach „E.E.”. Z wypiekami na twarzy wróciłam do domu zła i rozżalona na remont Mostu- w autobusie był taki tłok, że nie było mowy o czytaniu. Następnego ranka zajęłam miejsce w tramwaju dla tych nieuprzywilejowanych, sprytnie w drugim wagonie, na samym końcu i przezornie nastawiłam budzik, żeby w razie czego nie przegapić właściwego przystanku…..

Dawno się nie spotkałam z prozą, która nie będąc poezją, potrafi wyzwolić w czytelniku taką wrażliwość, iż niemal sądzi, że sam jest poetą. Prozą, z której jak z suszonego mięsa sączą się smaki i zapachy, z mielonki znaczeń wydobywają się  subtelne różnice, a gra skojarzeń sprawia, że po kilku stronach jakaś pijana wirówka rozpędza się w mojej głowie niczym stojąca na stacji lokomotywa …Czasem mam wrażenie, że z tej euforii moja podobno szara papka mózgowa omal nie wyskoczy przez otwarte szeroko z wrażenia oczy.

To książka zdecydowanie dla kobiet. Mówią mądrzy ludzie że jest parabolą dojrzewania kobiety. I owszem, poznaję główną bohaterkę jako domniemane nastoletnie medium wchodzące w dorosłość u boku swojej niedojrzałej  matki i żegnam jako dorosłą kobietę, która nie pamięta swoich przeobrażeń z larwy w motyla. (Mówią, że krasnoludki istnieją, tylko dorośli ich nie widzą 🙂 ). Naprawdę przyjemnie było jeszcze raz poszperać we wspomnieniach, rozbebeszyć to, co poukładane spokojnie leżakuje w mojej pamięci kilkanaście lat. 

Po miesiącu przesiadłam się do pociągu. Na Moście Poniatowskiego nadal przepraszali za utrudnienia. Kupiłam „Grę na wielu bębenkach”, zbiór opowiadań, prawie jak pamiętnik, fragmenty ludzkiej prywatności. Czasem z zaskakującą  puenta, a czasem tak po prostu- bez. Każde opowiadanie było moim ulubionym, dopóki nie zaczęłam czytać kolejnego.

Jest listopad. Znów jeżdżę tramwajem w drugim wagonie, na samym końcu. W torebce leży w miękkiej okładce Hrabal „Obsluhoval jsem anglickeho krale”. Pierwszy raz czytam książkę po obejrzeniu filmu. Niesamowita odmiana. Pyszny kawałek męskiego punktu widzenia! Nie skończyłam, ale polecam!

Reklamy

~ - autor: Ania w dniu Listopad 7, 2007.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: