BZURA

chcesz zobaczyć więcej zdjęć, kliknij na foto 🙂

Wiele ciekawych opowieści słyszałam o rekonstrukcjach od ich uczestników- Karolci i Janka, że wojenka, że rycerze, że Powstanie Warszawskie. O bitwie nad Bzurą opowiadała pani od historii, telewizja pokazywała filmy i reportaże, więc jak Body powiedział, że będą strzelać w Brochowie, nie mogłam przegapić takiej okazji. Nie nastawiałam się na nic konkretnego, wiele sobie nie obiecywałam, niezrażona tłumami ani pogodą w wielką kratę, wysiadłam z samochodu a umysł miałam czysty, ciekawski, otwarty na nowe. Panowie rok temu już tam byli, wszystko wiedzieli, spodziewali się i żywo komentowali (co na nic się zdało, bo i tak pomylili drogę 🙂 ).

Na miejscu wszyscy machali przyjaźnie wskazując miejsca postojowe. Wybraliśmy najbardziej oryginalne, zlokalizowane na maleńkiej skarpie, tuż nad pięknym, małym stawem. Zawisnąwszy bezpiecznie, oddawszy pięć złoty, udaliśmy się na miejsce śpiesznym krokiem. Przyjechaliśmy późno, więc oczywistym było, że najlepsze stoiska i miejscówki zostały już zarezerwowane albo zajęte. A że panów na takim wydarzeniu gromadzi się najwięcej i w zdecydowanej większości są ode mnie wyżsi, toteż znalezienie miejsca, z którego widać chociaż pół barierki, graniczyło z cudem. Panie tez były ze swoimi dziećmi na rękach, albo stojące w pierwszym rzędzie na krzesełku (!). Moi towarzysze, niewiele mniej niż dwa metry wzrostu, z uśmieszkiem na ustach, przewracając oczami i kiwając głowami, cierpliwie szli za mną, gotowi zgodzić się na prawie byle gdzie.

Stanęliśmy obok szykujących się wojsk niemieckich- daleko od głównej sceny wydarzeń. W oddali widać było chałupki i małe zasieki, polskie wojska również czekające, za plecami brygadę kawalerii, która potem pędziła na Niemca wymachując szabelkami i wykrzykując w miarę równo „hurrraaaa!!!”. Wojska niemieckie prezentowały się bardziej okazale niż polskie. Tak jak w rzeczywistości, tak i w tej rekonstrukcji Niemcy dysponowali lepszym sprzętem i liczniejszą dywizją piechoty. Zamiast kawalerii walczyły dywizje pancerne i zmotoryzowane. Piękny sprzęt, piękne kostiumy, przestraszone konie. I wszystko dopracowane do ostatniego szczegółu- nawet krew na policzku jednego z żołnierzy ( na zdjęciu). W Brochowie, chociaż rywalizacji nie było, nierównowaga sił znaczna, a wynik z góry ustalony, rekonstrukcja wypadła ciekawie i wiarygodnie, pomimo, że widziana z daleka, zza głów lub z ramion moich wysokich towarzyszy. Samolot, który przelatywał co jakiś czas nad naszymi głowami, zrobił jednak na mnie wrażenie niewspółmiernie słabe w porównaniu do przelotu bombowców widzianych w Góraszce w czerwcu tego roku. Żałuje również, że megafony były ustawione w jednym miejscu, od strony, oczywiście, sponsora. Nie było słychać historii opowiadanych podczas natarcia. Nie było telebimów, tak jak w Góraszce z powtórkami najciekawszych momentów, rozmów z uczestnikami itd… Szkoda…Miałam wrażenie, że patrzę na wydarzenia od strony kulis, wszystko działo się przodem do… sponsora. Po zakończeniu bitwy, można było podejść bliżej i strzelić sobie z karabinu (w powietrze), obejrzeć sprzęt z bliska i porozmawiać z uczestnikami. Przypominając sobie tamte wydarzenia, cały czas w głowie mam swoje zdziwienie, smutek i niesmak, które zrobiły na mnie banery reklamowe piwa i kawy, wielki jarmark przyklejony do barierek, z którego dosłownie chwilę po występie wydostawać się zaczęła się jakaś dyskotekowa ” łupanina”. Jak na pchlim targu można tam było kupić wszystko. Prócz militariów, pamiątki po Janie Pawle II, watę cukrową, oczywiście piwo, plastykowe laleczki, świecące koraliki i wiele innych odpustowych, najpotrzebniejszych na świecie bibelotów. Pocieszające, że zawodnicy nie biegali z karabinami z logiem marki najlepszych na świecie dropsów przeciwbólowych, ogrodzenie nie było owinięte banerami najlepszego na świecie proszku do prania, podpasek, bądź tamponów do tamowania krwi, a po bitwie długonogie hostessy nie zapraszały do degustacji margaryny. Może jeszcze poczekajmy, aż szacunek dla poświęcenia pokoleń i duma narodowa wśród rodaków wzrośnie do nieco większych rozmiarów- w następnym pokoleniu…

A może się tylko czepiam, może jestem po prostu staroświecka. Może…

Reklamy

~ - autor: Ania w dniu Wrzesień 20, 2007.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: