MARATON UŚMIECHU

mmmmmm.jpgStart.

tu badys hew bin faund on ze bicz. Zej łer lajink end sterink at ze skaj łis kloust ajs..end lisinink to icz azer olzou nołbady łoz tokink…

Warszawa->Kuźnica->Gdynia->Kuźnica->Warszawa

Kolejny wyjazd nad morze.  Kolejne niezapomniane chwile na ciepłym piachu, w gorącym słońcu, przy fantastico Body by my side. Napewno będzie pięknie. Tak myślałam. Pomimo kolejnych dziewięciu godzin w samochodzie,  kolejnych niespodziewanych remontów na drogach, niezliczonych ciężarówek tirówek-wędrowniczek. …Będzie pięknie…Uśmiech miał siłę…Tak było we czwartek.

Piątek.

Zimno, chmury, deszcz. Nie ma słońca, nie ma uśmiechu, nastrój pasuje do pogody- burzowy. Jedziemy, mijamy, nas mijają, karmimy psa i siebie, i Lalę, jedziemy, mówimy, nie rozmawiamy, śmiejemy się, śpimy (ja i Lala).  Zachód słońca- niewidoczny, niedostępny. Godzina po drugiej- w nocy. Siedzę na parapecie i gapię się na Zatokę. A nad morzem jasno, noc się kończy… „Może pójdę na spacer nad morze…”- „Idź. Spać!” mówi Body. No to poszłam.

Sobota rano.

Nie wiem, która godzina, ale ktoś niemiłosiernie wali drzwiami w samochód, potem biją dzwony w kościele…coś we mnie krzyczy. Body udaje, że śpi… Mija jakiś czas. Wstaję. Udaję,  że się uśmiecham. Potem coś, gdzieś trzeba znaleźć, wyjąć, włożyc, położyć, zużyć, przetrawić, odłożyć, przełożyć, wyrzucić…Siadam na parapecie z kawą. Widok z okna na przystań pyszny! Nie ma chmur! Nawet chmurki!

Uśmiech jest i ma się cudownie! Idę.

Nad morze. Moje morze morze… w Kuźnicy, wejście numer 33, już się cieszę, dwie łódeczki już czekają, ludzi nie za wiele. Pięknie, myślę, pięknie. Uśmiech jest i będzie. Idę i patrzę… i staję jak wryta. Straszne kopary, samochody i druty, że to teren budowy, i że wchodzić nie wolno, ani się kąpać też. Łódka moja jedna- przewrócona do góry brzuchem, łódka druga- ocalała na swoim miejscu.  Nie wierzę….aaaaa miało byc tak pięknie…

idę do wejścia nr 34. Pieknie. Siadam i nagle robi się tak, że zapiera dech w piersiach. Jak? O tak!……………………………………………………………………………………………………………….

Kiedy ochłonęłam, plaża była znów jak dawniej- pusta i zimna. Tylko ja, moje Body i jakieś mewy. Padało i burza była z piorunami, i uśmiech wrócił, i Body pięknie pozował do zdjęć…Pięknie się zrobiło naprawdę.

Półmetek.

Sobota wieczór. Port w Gdyni. Błyskawica znów nieczynna. Pięknie! Uśmiech wraca….bo jest pięknie, a nie że Błyskawica zamknięta. Body nie biegnie w Maratonie, a mnie boli brzuch. Na pocieszenie bardzo dzielna jestem i czekam długo. Mijają minuty, słońce pięknie zachodzi, Body patrzy i patrzy. Siedzę grzecznie i czekam, aż nie wytrzymam albo Body zrezygnuje…i się zlitował. Uf. Powrót i znowu druga w nocy, bo pięknie i ciepło na plaży, więc spacer, bo sztuczne ognie, bo  śpiewy i tańce, bo rozmowy o  wszystkim, o niczym, ważne i takie zupełnie niepotrzebne. …uśmiech słabnie.

Ostatnie okrążenie.

Niedziela.

Szybko, bo rano trzeba zobaczyć i niebo, i plażę, i słońce. Kawa szybko na parapecie i biegiem obok koparek, samochodów i kocyków z …dzieciaczkami. Siedzimy. Leżymy. Body znowu opala włosy. Zamykam oczy. Patrze na chmury, na niebo, na słońce, na moje Body fantastico…uśmiech zostaje…

Finish

Za długie dziewięć godzin. Ani kawa w Nidzicy, ani Rudy 102, ani Body, ani Lala, ani Ani… nie pomogły…Uśmiech nie ukończył maratonu…

Został tamtam…Gdzie? W piachu.

Reklamy

~ - autor: Ania w dniu Czerwiec 27, 2007.

Jedna odpowiedź to “MARATON UŚMIECHU”

  1. super jest ten text, Aniu, czytam go ponownie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: