Piano Bar

ona.jpg

11 października 2004 roku. Piano Bar.

Mały lokal w piwnicy, z czteroosobowymi, raczej niewygodnymi stolikami. Ciemno tu, choć nastrojowo. Pianino- leciwe, ale względnie nastrojone- pełni tu raczej funkcje dekoracyjne. Niekompletnie obudowane, z obdrapanymi klawiszami. Z piwem i papierosami komponuje się doskonale z resztą lokalu. Na ścianach zdjęcia i ciepłe, rozproszone światło.
Rozmawiamy do 22. Ja i Unombra. Potem się już nie da.
Wśród bawiących wyłaniają się dwie osoby, wśród których rozpoznaję pianistę.
Potem pojawiają się również gitary i organki. Zaczynają grać…

Przedstawieni na fotografiach wykonawcy byli gośćmi tak jak my. W pewnym momencie poprostu wstali i zaczęli grać. Niewiarygodna była ich umiejętność zgrania ze sobą stylu, tempa i repertuaru i umiejętności. Kto nie był- niech żałuje. Pięknie było. Z pasją.
Tu parę słów o wykonawcach. Powiem od razu. Nie znam ich. Ani imion, ani życiorysów, nie widziałam ich już później w tym składzie już nigdy. Zamieniłam z nimi parę miłych słów. Wiem jak grali i śpiewali- Pięknie! Wystarczy.

A więc, wystąpili:

Ona

Owa młoda panienka, bardzo ekspresyjna, obdarzona niespotykanym głosem i umiejętnościami, która doprawdy charyzmatycznie wykonała każdy utwór (prawie do… końca).

Pan od organków, który pojawił się tak na chwilę i tak późno, że ledwie kojarzę jego postać. Jednak fantastyczną muzykę, którą wydobywał z zaciśniętych dłoni, pamiętam do dziś. Pianista, być może stały bywalec, być może pracownik, który utkwił mi w pamięci jako przemiły człowiek, który na życzenie grał zarówno utwory z repertuaru muzyki tzw Klasycznej, jak i filmowej (np.: mój ulubiony motyw z „Fortepianu”). Po kilku spotkaniach nawet doprowadził do perfekcji melodyjkę z Kabaretu Starszych Panów… Ładnie…z jego strony. (obaj na zdjęciu)

Pan od organków
Basista

Basista- milczący, bez ani jednego grymasu twarzy, który lubił się fotografować. Tzn wchodził mi w każdy kadr- albo on, albo jego gryf.

Gitarzysta, który finalnie okazał się również śpiewającym pianistą, chętnie w przerwach użyczał nam swojej gitary. Swojego występu nie żałuję – nie pamiętam …i odwrotnie…

Gitarzysta

Ach i jeszcze rewelacyjne makaroni ze szpinakiem, którym się objadam, na jakimś zdjęciu z łyżką, gdzieś o 3 w nocy. Polecam!
Owa spontanicznie dobrana grupa wykonała niesamowity koncert, który trwał i trwał, aż sił wszystkim zabrakło, albo już nie dało się  ani śpiewać, ani tego słuchać. Zespół podobno zgrał się na tyle, aby razem występować w miarę regularnie. Widziałam ich rok później. Bez młodej panienki niestety.
Zdjęcia są nie tylko amatorszczyzną, ale i wielką improwizacją tzw „pod wpływem chwili”. Mam nadzieję jednak, że przez to nie utraciły smaku spontanicznej radosnej twórczości i naprawdę dobrej zabawy owego wieczora, w warszawskim Piano Barze.

Reklamy

~ - autor: Ania w dniu Czerwiec 21, 2007.

Jedna odpowiedź to “Piano Bar”

  1. fajowy ten pianobar 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: