KATHARSIS
Grób x. Wacka, bohatera wielu wspomnień mojego taty. Żył 100 lat.
Za każdym razem, gdy odwiedzam cmentarz w Wawrze, przypominają mi się listopadowe spacery z tatą. On tłumaczył mi, że palące światełko oznacza, że ktoś o zmarłym pamięta, a ja myślałam, że jak zgaśnie, to się zapomina. A że w tamtych czasach lampki szybko gasły, to biegałam po cmentarzu i zapałam je na nowo, a na groby, które były puste, dostawiałam lampki z innych grobów (żeby nikt tego dnia nie był samotny). Na tym cmentarzu ćwiczyłam się też w czytaniu (do dziś głoska „Ż” kojarzy mi się z „Żył lat…”). Tu też wyrosło we mnie dziecięce przekonanie, że ludzie żyją do sześćdziesiątki, a potem to już tylko siedzą w oknie i czekają na śmierć. Tu tata opowiadał mi historie o ludziach, których odwiedziliśmy na grobach. Wśród tych dziecięcych opowieści pojawiał się często ksiądz Wacek, co targał mojego tatę za uszy. Dziś lampki nie gasną, przybyło grobów i wspomnień, teraz ja opowiadam Maćkowi o tych, którym zapalamy świeczki, ksiądz Wacek żył 100 lat, umarł 4 lata temu.
- Maciek, pomódlmy się, żeby mu było dobrze u Pana Boga w niebie z aniołkami.
- Halo! – krzyknął Maciek głośno.
- Halo! Halo! Jest tam kto?!- Ze złożonymi rączkami i zadartą głową wpatrywał się skupiony w ciemne niebo. Potem spojrzał na mnie poważnie i powiedział:
- Przecież tam nikogo nie ma, Ania…
***
Jest też inny cmentarz. Cmentarz wspomnień. Cmentarz, gdzie co roku w samo południe odbywa się uroczysta manifestacja wykluczenia. Manifestanci gromadzą się, przynoszą kwiaty, zapalają lampki i modlą się. Manifestują w miejscu, gdzie pochowana jest Mama pewnego Chłopca. Nie znali jej, więc ją sobie wymyślili. Zabawili się w Boga, stworzyli na własne podobieństwo i głoszą, że była taka jak oni, że gdyby żyła, też by manifestowała i tak jak oni wykluczyłaby swoje własne dziecko…
Potem dumni z siebie i dobrze spełnionego obowiązku wracają do swoich domów.
Na cmentarzu zostaje Mama, która czeka swoje Dziecko. Dziecko przychodzi wieczorem z kwiatami. Zapala świeczki, siada na ławce i tęskni…
Czasem opowiada mi o niej, lubię słuchać, czasem opowiadają o niej inni- jak bardzo mądrą i ciepłą Mamą była, dobrym człowiekiem, z charakterem, powtarzają, że nie lubiła manifestantów. Dziecko zdradziło mi wielką tajemnicę skrywaną przed nimi kilkanaście lat, wiem o co je prosiła i jak trudno było nim udało się ją spełnić w zeszłym roku. Mam cichą nadzieję, że kiedyś przyjdzie czas, że słowa Mamy dotrą do wszystkich, że Prawda ich wyzwoli- ze złudzeń.


Piękne jak zawsze.
Maciek wołał,
szukał czegoś co jest bardzo blisko,
w nas, w naszych sercach,
my to już wiemy i mamy,
pomożemy mu to odnaleźć,
jak Bóg da a Ojczyzna pozwoli.
Co do parady,
to kojarzy mi z paradą nierówności, zakłamania i obłudy.
To igranie, z ludzką pamięcią, miłością innych
i fałszywym poczuciem przynależności do wspólnoty sobie obcych.
To musi być głupie uczucie,
tak stać i myśleć o “racji” i być w błędzie.
A. Dziękuję
Pomyśl tylko mój drogi W. jak maluczka jest wiara manifestantów w siebie i swoją “rację”, skoro szukają zrozumienia i wsparcia u zmarłych, obcych sobie ludzi. Bo ci, którzy żyją, którzy ich poznali i wiedzą co się stało, manifestacji nie poparli. Tych niewiedzących muszą okłamywać, aby ich nie stracić. Ich elektorat to okłamywani i fanatycy, którzy nawet widząc prawdę, nie wierzą.
Nadal uważasz, że są pewni siebie i tego co robią? Bo ja zaczynam mieć wątpliwości.
Mówisz, ze to głupie uczucie…. tak, ale komu jest głupio? Nie im, uwierz, dopóki nie zdadzą sobie sprawy z tego, co robią będą krążyć, bzyczeć i srać na świętość jak muchy. A z tego co wiem, mucha to nie larwa, nie zmieni się nigdy, a zwłaszcza w motyla.
Może jedynie nabzykać, że jest królową.
Niech bzyka, od tego korona jej na głowie nie wyrośnie.
Maciek krzyczał Halo! , a ja siedziałam na ławeczce i przez pół godziny gadałam do zimnego pomnika. Czy da się w pół godziny opowiedzieć wszystko co się wydarzyło od ostatniej “wizyty” ? Czy da się wogóle opowiedzieć cokolwiek pomnikowi ? Pocieszające jest to, że nie tylko mnie dopadło to cmentarne gadulstwo. A potem Kuba biegał i przestawiał lampki, a Filip ubolewał, że nie pamięta jak wyglądała prababcia … Ja tam nie wiem, czy tam ktoś jest, czy nie ma, ale to takie fantastycznie cudowne móc choć czasem wierzyć, że jednak ktoś nad nami czuwa …