ŚMIERĆ W MOIM DOMU. NATURALNA


Raz widziałam ją w tramwaju wędrującą pomiędzy drugim a trzecim akapitem grubej książki o Biegunach. Potem, wyskoczyła z moich włosów na poczcie i usiadła na marginesie lewej strony. Przedwczoraj zalazłam ją taką bezbronną w gąszczu kwiatów, kołyszącą się na liściu surfinii.
Miały najwyżej dwa milimetry wielkości. Zjadły je jakieś szybkie owady po tym, jak zostały wyrzucone przez okno.


Mieszka pomiędzy jałowcem a brzoskwinią. Zjada tłuste muchy na obiad i to co one zjadają wcześniej kotom, albo po kotach… Na zdjęciu ma już w brzuchu: muchę, serce kurczaka, “po kotach” (potocznie zwane kupą), niezidentyfikowane ulepszacze do drobiu, robaki … co najmniej. Żyje i ma się dobrze.
To jest Mały juz duży i jego dzisiejszy obiad.



Dodaj komentarz