MAŁY i DUŻY część 2

To była naprawdę straszna noc.
Wracając przez las do domu Łysy świecił między drzewami jak wielki reflektor na stadionie. Przejechał pociąg i zrobiło się upiornie. Trochę sie bałam, ale Body szedł pewnie przodem kopiąc mokre liście. Dreptałam za nim milcząc jakby mnie tam wcale nie było tak, że musiał się odwracać i sprawdzać czy mnie jakieś złe licho nie porwało. Było zimno, mokro i chociaż Łysy dawał wystarczająco dużo światła, nic nie widziałam, parowały okulary, co chwila robiło sie miękko i przyklejały się buty do uktrytego pod liśćmi śliskiego błota. Po trzystu metrach tam, gdzie spalił się dom skończył się las, po następnych stu pojawili się Mały i Duży. Pomimo, że w domu było ciepło i miło, atmosfera z lasu przywlokła się za nami i się zrobiła zimna i straszna.
Czyj to był pomysł, nie powiem. Są trzy wersje: Jego, Jej i Ich. Jej jest wszystko jedno, On się nie przyznaje, Im się podobało… Mały i Duży zostali w domu na noc. Dla Małego to nie był pierwszy raz, jednak wówczas z tęsknoty za Dużym o trzeciej nad ranem pozrzucał kwiatki z parapetu i od tamtej pory spał już tylko z nim w koszu, ale na dworze.
Ową koszmarną noc przespałam na raty. Śniło mi się, że leżałam na linii frontu, a w pokojach, po drewnianej podłodze galopowały szalone stada miauczących koni, a ja nie mogłam usnąć… Łysy się gapił przez okna, chciało mi się wyć…Rano rozpoczął się koszmaru ciąg dalszy. Jedząc śniadanie mnie zatkało. Dwa dni później zatkało Body przed wyjściem z domu w innym miejscu. Potem, gdy uświadomiłam sobie, że Duży jest już siedmiomiesięcznym kotem wyrzuciłam torebkę i szalik. Przez mój sentyment do tego czerwonego szalika kilka razy trzeba było wszystko prać. Po jakimś czasie znów nas zatkało na chwilę. Gdyby Duży się tak nie lasnował, pewnie by grzecznie spał w przedpokoju, a tak…Body zbudował im domek. Już nie jestem wściekła. Już nie jestem zła. Jak już nas odetkało ustaliliśMY, że Oni zostaną, ale na zewnątrz, na zawsze.
On nie mówi do Niej już “kotku”, Łysy zakrył się chmurami, a Jej znów śnią się już tylko nieme motyle. Po Nich została plama na dywanie po wodzie z kwiatami, rozbita doniczka i obdrapany, ogrodowy bez. I to już koniec tej historii w dwóch częściach. Epilog na wiosnę (…).

super, świetne!
jedna uwaga – ja wiem co się stało i co nas zatkało, ale nikt poza nami się nie domyśli.
No i co tu cisza taka? Ostatni wpis 26.11? Phi!
się robi, na środę bedzie gotowe, a co abonament mi się kończy?
Już dawno się skończył
, tylko po znajomości masz jeszcze dostęp
rozumiem, że jadę na kredycie! aaaa ale bez odsetek proszę

jutro oddam zapłacę z góry
za mój “abonament”
w zamian moge się powypowiadać trochę na Twoim blogu
?