Pąsowa róża od W. po dwóch tygodniach zmęczona spuściła głowę i uschła. Bokiem wyszło jej maleństwo. Żyło kilka dni…
RÓŻA OD W.
•Styczeń 26, 2012 • Dodaj komentarzNOWA RZECZYWISTOŚĆ
•Styczeń 26, 2012 • Dodaj komentarzKsiążka dla dzieci o tym jak miś spędza czas wolny- oczywiście przed telewizorem. Mama w berecie, tata w kapeluszu tradycyjnie ze szklaneczką w ręku (ale to coś białego, chyba nie mleko, no bo kto widział tatę z mlekiem przed telewizorem, zwłaszcza misia). Nie wnikam, tak samo jak w to, co na innej kartce miś jadł fioletowego na śniadanie i czym różowym popijał (widać prowadzi zdrowy tryb życia). Przez ten beret i tę szklankę z początku myślałam, że miś jest Polakiem, ale nie- po lekcjach gra z zającem w baseball. A może to taka futurystyczna książka, tylko jeśli tak, to czemu telewizor ma sto lat…
KATHARSIS
•Listopad 3, 2011 • 4 komentarzyGrób x. Wacka, bohatera wielu wspomnień mojego taty. Żył 100 lat.
Za każdym razem, gdy odwiedzam cmentarz w Wawrze, przypominają mi się listopadowe spacery z tatą. On tłumaczył mi, że palące światełko oznacza, że ktoś o zmarłym pamięta, a ja myślałam, że jak zgaśnie, to się zapomina. A że w tamtych czasach lampki szybko gasły, to biegałam po cmentarzu i zapałam je na nowo, a na groby, które były puste, dostawiałam lampki z innych grobów (żeby nikt tego dnia nie był samotny). Na tym cmentarzu ćwiczyłam się też w czytaniu (do dziś głoska „Ż” kojarzy mi się z „Żył lat…”). Tu też wyrosło we mnie dziecięce przekonanie, że ludzie żyją do sześćdziesiątki, a potem to już tylko siedzą w oknie i czekają na śmierć. Tu tata opowiadał mi historie o ludziach, których odwiedziliśmy na grobach. Wśród tych dziecięcych opowieści pojawiał się często ksiądz Wacek, co targał mojego tatę za uszy. Dziś lampki nie gasną, przybyło grobów i wspomnień, teraz ja opowiadam Maćkowi o tych, którym zapalamy świeczki, ksiądz Wacek żył 100 lat, umarł 4 lata temu.
- Maciek, pomódlmy się, żeby mu było dobrze u Pana Boga w niebie z aniołkami.
- Halo! – krzyknął Maciek głośno.
- Halo! Halo! Jest tam kto?!- Ze złożonymi rączkami i zadartą głową wpatrywał się skupiony w ciemne niebo. Potem spojrzał na mnie poważnie i powiedział:
- Przecież tam nikogo nie ma, Ania…
***
Jest też inny cmentarz. Cmentarz wspomnień. Cmentarz, gdzie co roku w samo południe odbywa się uroczysta manifestacja wykluczenia. Manifestanci gromadzą się, przynoszą kwiaty, zapalają lampki i modlą się. Manifestują w miejscu, gdzie pochowana jest Mama pewnego Chłopca. Nie znali jej, więc ją sobie wymyślili. Zabawili się w Boga, stworzyli na własne podobieństwo i głoszą, że była taka jak oni, że gdyby żyła, też by manifestowała i tak jak oni wykluczyłaby swoje własne dziecko…
Potem dumni z siebie i dobrze spełnionego obowiązku wracają do swoich domów.
Na cmentarzu zostaje Mama, która czeka swoje Dziecko. Dziecko przychodzi wieczorem z kwiatami. Zapala świeczki, siada na ławce i tęskni…
Czasem opowiada mi o niej, lubię słuchać, czasem opowiadają o niej inni- jak bardzo mądrą i ciepłą Mamą była, dobrym człowiekiem, z charakterem, powtarzają, że nie lubiła manifestantów. Dziecko zdradziło mi wielką tajemnicę skrywaną przed nimi kilkanaście lat, wiem o co je prosiła i jak trudno było nim udało się ją spełnić w zeszłym roku. Mam cichą nadzieję, że kiedyś przyjdzie czas, że słowa Mamy dotrą do wszystkich, że Prawda ich wyzwoli- ze złudzeń.
KOTKU MÓJ…
•Wrzesień 22, 2011 • Dodaj komentarzFot. Łajza i jej Pani
Tak się znów wtulić w Twoją szyję i móc zasnąć… Kiedyś dawno, całe wieki temu, Twój zapach był jak kubeł mocnych perfum- mącił w głowie, mylił kroki, oplatał dłonie, usypiał moje ciało… Wiele razy spadałam głową w dół, długo nieprzytomna- nie bolało. Wstawałam i dreptałam po zimnej podłodze, cicho, na palcach w poszukiwaniu Twojej ciepłej szyi.
Dziś już wszystko nią pachnie, rozkładam się wygodnie i wciągam w siebie Twój zapach… Oczami szukam Twojej szyi, zasypiam tuląc się na zimnej podłodze.
I CO JA TU ROBIĘ
•Wrzesień 8, 2011 • Dodaj komentarz
Chyba spoważniałam, nie skaczę już na koncertach, nie drę się ani nie śpiewam, dygam grzecznie, kontempluję i komentuję (to akurat nie nowość). A w tym roku zrobiło wyjątkowo się koncertowo. I to od samego początku, a jak mówią- jaki początek taki cały rok. Marzec koncert Nouvelle Vague podczas Francophonic Festival. Wyszliśmy późno, spokojni, wyciszeni i tak już zostało. Dlaczego? No właśnie, hmmm… Zaczęło się całkiem niewinnie. Staliśmy w drugim rzędzie w dobrym nastroju podrygując radośnie. I nic w tym nie byłoby dziwnego, gdyby nie fakt, że reszta stała bez ruchu jak zaczarowana. Nie to, żebyśmy byli jedynymi fanami zespołu, bynajmniej, zgromadzeni wokół sceny młodzi ludzie, byli przyzwoicie nakręceni przez „piwo z kija”, rozbawieni i niecierpliwi przed występem, ale podczas koncertu, ku naszemu zaskoczeniu, nagle zamarli niczym w Filharmonii Narodowej. W. Mówi, ze to wina dźwiękowca i może tak być. A jak się stoi w drugim rzędzie to ma się podwójne wymagania odnośnie jakości dźwięku.
Byliśmy potem z W. na koncercie „Raz Dwa Trzy” w teatrze Bajka- natychmiast zamarliśmy grzecznie jak słupy soli- a warto było. Siedząc w drugim rzędzie nie bolały uszy, ani nogi, ciarki prawidłowo wędrowały po plecach, jedynie bolały dłonie, ale tylko od oklasków- było bajecznie. Powtarzane w kółko przez Adama Nowaka „dziękuję za wypowiedź” bawiło nas jeszcze długo potem. I znowu było spokojnie, ale tym razem tak miało być.
Raz Dwa Trzy w Teatrze Bajka
Potem byliśmy na koncercie Muńka w Radzyminie. Wszyscy stali bardzo grzecznie prócz grupki młodzieży w pierwszych rzędach. Pierwszy raz usłyszałam T. Love w podstawówce, kiedy owa młodzież była dopiero w planach, no, może podczas „produkcji”, a co najwyżej we wczesnej fazie wylęgu. Dwadzieścia lat później te bobasy skakały i wymachiwały rękami, głośno akcentując „pieprzony”, a „Żoliborz” śpiewając na bezdechu. Na głowach tatusiów w moim wieku spokojnie siedziało zdziwione kolejne pokolenie… Mi zaś zebrało się na wspominki z Open’ era, kiedy by coś zobaczyć trzeba było skakać pod sceną z innymi i nie dać się zadeptać, żeby posłuchać szło się na koc dalej i dalej.
Fot. Muniek w Radzyminie
I co jeszcze można robić na koncertach? Można na przykład z powodzeniem tracić słuch. Ostatnio ciekawą okazją do tego był koncert ochrzczony przez M. Peszek „Nasz Stadion Narodowy już prawie gotowy”. Pomimo, że jej występ i Smolika był rewelacyjny, musieliśmy z W. się ewakuować do bocznych sektorów. Wisła, w stronę której skierowana była scena, słyszała koncert doskonale zamaskowana drzewami.
Można też obserwować jak coraz mniej się ekspresyjnie się bawimy, coraz rzadziej skaczemy albo tańczymy czy śpiewamy, coraz częściej słuchamy, kontemplujemy albo komentujemy- tak jak ja. Taka muzyka? Taka publiczność? Taki gust?… W. zaraz by się nie zgodził, bo przecież podczas Święta Saskiej Kępy, wszyscy się rozbrykali, kiedy na scenę wyszedł Maleńczuk. Myślę, że tak samo, by zareagowali, gdyby wyszła Rodowicz i zaśpiewała Osieckiej „ Niech żyje bal” …
Można też poddawać się przemysłowi rozrywkowemu i jego pomysłom na konsumpcję – tj poznawaniu nowej muzyki, jej promocji, lansowaniu (się) wykonawców itd- niestety nie zawsze szczęśliwie. Żeby nie było, że jestem taka konserwa- na Wiankach w Warszawie wyjątkowo pozwoliłam się popromować Robertowi Gawlińskiemu z zespołem Wilki i ich nowej płycie. Efekt był zaskakująco- piorunujący- od razu rozbolały mnie zęby (na szczęście organizator przewidział multimedialny park fontann).
No, ale dopiero wrzesień, na pewno jeszcze z W. gdzieś pójdziemy i pokomentujemy …
WRZESIEŃ 2011
•Wrzesień 7, 2011 • Dodaj komentarzŻycie – stary sposób na zbieranie zdziwień
Kończy się dość jednak nieszczęśliwie- bowiem śmiercią.
I choć tyle miewa znaczeń…
Nie słyszałem, by skończyło się inaczej.
Żyj
Jakiś sens przy tym miej
Bowiem żyć, samo żyć – nie wystarczy za sens.
Miej nadzieję na szczęście
Powiedzmy od września…
Miej nadzieję…… i na tym poprzestań.
Andrzej Poniedzielski
***
Wrzesień już. Nie mogę się doczekać jesieni, słońca, dojrzałych winogron, zimnych nocy. Tak bardzo lubię słońce kiedy ciemnieje i kładzie się na moich ramionach, ciężkie i chłodne po nieprzespanej nocy. Lubię znajomy oddech na plecach i zapach, od którego zawsze kręci mi się w głowie, zasłania słońce, wciąga w siebie aż wszystko zaczyna się kręcić. Potem wyrasta mi drugie serce w gardle i stuka, nie mogę nic powiedzieć, świat dygoce jak galareta… stoisz pod słońce, patrzysz mi w oczy i uśmiechasz się, spokojnie skubiesz moje winogrona. Potem wstajesz i idziesz, a ja zdziwiona czekam na koniec września, na koniec słońca, niech zgaśnie w końcu, w cholerę, niech wszystko przestanie się tak kręcić i wiercić w kółko… tak było.
I znów jest wrzesień, początek września, po nieprzespanej nocy jest chłodno, nie stoisz już w słońcu… nie skubiesz spokojnie, zrywasz garściami i miażdżysz w ustach moje winogrona. Podchodzę blisko, bardzo blisko, twój oddech jest jak sen, patrzysz mi w oczy i uśmiechasz się, jak kiedyś i wrzesień znów ma twój zapach. A potem znowu wstajesz i idziesz… a ja zdziwiona…. że tylko po ciepły sweter, bo zimno, bo zmarznę.
REKLAMA Z BIUSTEM
•Sierpień 18, 2011 • 3 komentarzyOstatnio sporo podróżujemy z W. wokół Warszawy, którą otaczają różnego rodzaju sklepy budowlane, ogrodnicze, metalowe, składy składziki i warsztaty. Z tym szarym, nudnym krajobrazem kontrastują piękne, wielkie oczy lub roznegliżowana cała reszta z numerem telefonu na dachu. Reklama dachówek. Ostatnio widzieliśmy z W. taki sklep– wielkie zdjęcie przy wjeździe a na nim pani z wielkim biustem odzianym w skąpy biustonosz. Skąd pomysł, by Pani z Wielkim Biustem reklamowała dachówki? Domyślam się, że to nie właścicielka. Może gdzieś obok jest agencja towarzyska? Nie ma. To może to specjalna dachówka do opalania? Albo jak kupię w tym sklepie dachówkę urosną mi takie wielkie cycki i wielkie włosy koloru blond? (ale jak mam mieć taki głupi wyraz twarzy jak ta Pani, to rezygnuję). Albo może ta Pani jest gratis przy zakupie powyżej tony dachówek? A co jeśli dachówkę kupuje kobieta? Czy analogicznie dla kupujących pań jest dodawany w komplecie Pan z Wielkim…
W. mówi, że to taki wabik. Że to działa na zasadzie skojarzeń- skoro Pani z Wielkim Biustem jest atrakcyjna, to analogicznie atrakcyjne są też jej dachówki. Czemu więc nie stoi na dachu atrakcyjny bukiet kwiatów albo coś bardziej męskiego i atrakcyjnego np ferrari? Czy taki wabik jest równie skuteczny w promocji innych przedmiotów męskiego zachwytu albo pożądania, np wyobraźmy sobie rozłożoną Panią z Wielkim Biustem kuszącą negliżem w witrynie sklepu z wiertarkami. Albo jeszcze inaczej, odwrotnie, sprzedajmy pani majtki reklamując je najlepszej jakości wiertarką…
***
I co ma piernik do wiatraka…
TYTUS DE ZOO
•Sierpień 15, 2011 • Dodaj komentarzBUJAJ SIĘ
•Sierpień 12, 2011 • 3 komentarzyIle można się bujać? Długo. Można się bujać dniami, miesiącami, a nawet latami, dzień i noc, w każdej sekundzie…
Bujnęłam się porządnie wiele lat temu, tak bardzo tak mocno jak to się buja tylko ten jeden raz w życiu – do dziś mnie kołysze…
Można też komuś powiedzieć, żeby się bujał i można mówić wiele razy (bo jak już komuś tak mówić, to zazwyczaj raz nie wystarcza). Można mówić dniami, miesiącami, a nawet latami, dzień i noc w każdej sekundzie… zanim się taki w końcu bujnie.
Powiedziałam niedawno komuś, żeby się porządnie bujał. Mówiłam i mówiłam, a on się bujał i bujał i do dziś się nie bujnął – widać me słowa są niczym pieszczota…
Czy ja się bujam? No pewnie! I to dosłownie! Wprawdzie pierwszy dzień bujania skończył się dla mnie tragicznie, gdyż okazało się, że naruszyłam przestrzeń powietrzną kolegów szpaków. Podczas kolejnego possało mnie trochę wściekłych komarów, ale się nie poddaję.
Bujam się i bujam. Trochę dosłownie, trochę nie. Kolejny miesiąc kolejny dzień, kolejny rok ciągle tak samo- ciągle z W. Ja się bujam, on się buja, my się bujamy, oni się bujają…

















