Kiedy byłam małą dziewczynką, zamiast oglądać zabawki w warszawskim Smyku, wolałam zbiegać po ruchomych schodach pędzących w górę…
***

mój lok, moje zdjęcie upiększone przez Przemka Czerskiego
I znowu jest jesień. O zapachu winogron, o smaku pigwy. Porządki, porządki. Przyglądam się swojemu wspomnieniu. Jest na nim Zegar. Zbudowałam go w listopadzie zeszłego roku. Popychane palcami sekundy tykały nieśmiało, nierówno, fałszowały bimbanie o równych porach. Krążenie było słabe, rytm zanikał … Tik- tak, Tik- tak, Tik- tik- tik … słońce zgasło, temperatura obniżyła się, Czas cofnął się o kilkanaście lat. Nastała Wielka Cisza. Wtedy zdjęłam Zegar, powykręcałam mu ręce, powyrywałam nogi, rozebrałam na części. Za karę doliczył kilka lat na mojej twarzy. Zapuściłam loki i odmierzyłam skrętami pół roku. Czas nadal bawił w zaświatach, przestawiał, porządkował, kończył, zaczynał. Tik- tak, Tik- tak, Tak- tak- tak… budował dla siebie zegar, z którym mógłby się mierzyć, w którym mógłby się przeglądać niczym w lustrze. Sobą zajęty wcale mnie nie gonił, zapomniał. Przez ten krótki moment byłam szczęśliwa- nie spędzałam go, nie odpędzałam, w ogóle się dla mnie nie liczył, aż straciłam rachubę i wszystko się poplątało na chwilę.
I wtedy pojawił się inny Zegar. Był spóźniony o cztery lata, więc bardzo się spieszył. Składał się z przeciąganych do samego rana sekund, spuszczonych na kolana minut, podciągniętych do góry godzin i roześmianych dni… Brakowało wskazówek. W pośpiechu oczami liczyłam minuty, biciem serca godziny, rano wydzierałam się zamiast budzika. Nie pomogło. Przyspieszał i pospieszał. W końcu zaczął kręcić się w kółko aż stanął. Nieładnie, bardzo nieładnie, bo tyłem. Starannie rozebrałam na części każdy mechanizm, wydłubałam wskazówki, wyrwałam zegarowe serce, wyrzuciłam magnesy, zniszczyłam przyciąganie… Ze zgrzytem i jękiem wszystko stanęło, sprężyny z ulgą odskoczyły daleko. Uffff
Kiedy noce zrobiły się coraz krótsze, a słońce coraz wcześniej budzone rozziewało się na dobre, wyrzuciłam wszystkie zegary za okno. Na szczęście zajęty sobą Czas nadal nie pamiętał o mnie.
Przyszła jesień, on nadal tworzy niestrudzenie. Cierpliwie, grzebie i wyrzuca, zostawia tylko to, o czym dawno zapomniałam, że może się spełnić – tak powstają sekundy. Z twarzy mi znanej i nie zapomnianej stworzył dla mnie piękną tarczę. Korzystamy, nim na dobre powstaną wskazówki (ostatnio w jeden dzień przebimbaliśmy sto lat!!! Pyszna zabawa!). Godziny jeszcze nie gotowe, minuty wybieram sama. Czasem siadam na prowizorycznych wskazówkach, a Czas szepcze mi do ucha to, co zawsze chciałam usłyszeć i popycha jak na huśtawce mocno do przodu. Powiem Wam szczerze, że miło się tak tyka do przodu i do tyłu oraz bimba na wszystko.
W końcu jestem o czasie. A jednak. Czas jest pojęciem bezwzględnym.
***
Niedawno zabrałam Ola do Smyka. Podbiegł do schodów pędzących w dół i zaczął się wspinać…
Olo
i
Mój Czas w potężnym skrócie
moje winogrona JESIEŃ 2008

mój ślimak na moim jabłku JESIEŃ 2008

moja ZIMA 2008

WIOSNA 2009

Ósmy Międzynarodowy Festiwal Fotografii, wystawa Atak Łaskotek- wiosna Łodź 2009

Ósmy Międzynarodowy Festiwal Fotografii, wystawa Atak Łaskotek- wiosna Łodź 2009

Festiwal Open’ er 2009 i moje kochane morze w Kuźnicy LATO

A potem wysłałam moje pisadło i udało się! Dostałam się na zajęcia w Fundacji Sztuki Nowej- ZNACZY SIĘ w Krakowie JESIEŃ 2009

aha, i jeszcze tu mnie nie było
za wszystkie głosy, o których wiem i te, o których nie wiem, albo się wkrótce dowiem bardzo Wam dziękuję.

autor: Jacek Zieliński “SŁOŃCE PODZIEMNEGO CZASU” mój nowy znajomy na MySpace